Pondělí 30. listopadu 1936

W Trzyńcu dzięki kompromisom wyborczym z Niemcami byli burmistrzami od r. 1923 Czesi. Dzięki rozszafnej gospodarce, a potem wskutek zmniejszenia dochodów z dodatków gminnych wielkiego przemysłu doprowadzono gminę na brzeg ruiny. Wtedy czeski burmistrz w lecie 1933 zrzekł się urzędu burmistrzowskiego a zastępstwo gminne wybrało na burmistrza Polaka, pana Kornutę. Pan Kornuta wzišł się do pracy, zaprowadził przy pomocy członków zastępstwa różne oszczędnoœci w różnych resortach, tak że się poczęła gmina prawidłowo rozwijać, chodziło tylko o poparcie ze strony wyższych władz autonomistycznych, ale to się nie podobało miejscowym Czech om, poczęli występować przeciwko polskiemu burmistrzowi a władza nadzorcza dała im posłuch i w grudniu 1933 rozwišzała zastępstwo gminne, a majšc w Bernie zbytniego, niepotrzebnego urzędnika, pana radcę urzędu krajowego Hulvę, ustanowiła go komisarzem dla miasta Trzyńca. Gmina pod przewodnictwem zesadzonego burmistrza wniosła dnia 3. stycznia 1934 w myœl przepisu § 96 œl. ord. gm. rekurs przeciw rozwiazaniu zastępstwa gminnego. I, proszę Panów, do dziœ dnia rekurs ten jest niezałatwiony, w Trzyńcu już 3 lata rzšdzi gminš komisarz rzšdowy, pomimo tego, że § 96 œl. ord. gmin. powiada, że do 6 tygodni po rozwišzaniu zastępstwa gminnego majš być rozpisane nowe wybory. Cóż tu pomoże droga porzšdku prawnego, gdy z niej korzystać nie można?

Jak wyglšda ta droga porzšdku prawnego dla nas, mogę i na własnem doœwiadczeniu wykazać. W lutym 1935 zgłosiłem do dyrekcji w Mor. Ostravě jako przynaležnej władzy policyjnej i do Prokuratorji państwa, że zamierzam wydawać pismo perjodyczne pod tytułem "Gazeta Kresowa" i spełniłem wszystkie wymogi § 10 ust. prasowej. Zgłoszenia nie przyjęto do wiadomoœci i zakazano mi wydawanie takiego czasopi sma. Wniosłem natychmiast z poczštkiem marca 1935 odwołanie od tego zarzšdzenia. Przypuszczałem, że ponieważ tutaj chodzi o naruszenie § 113 ustawy konstytucyjnej o wolnoœci prasy, przyjdzie rychło załatwienie z drugiej instancji. Myliłem się bardzo. Słuchajcie, Panowie! We dniu 7. paŸdziernika 1936, a zatem po roku i 7 miesišcach, przyszedł do mojej kancelarji adwokackiej we Frysztacie z powiatowego Komisarjatu policyjnego w Karwinie urzędnik z wyzwaniem, abym na piœmie podał, czy obstaję przy tem, aby to odwołanie zostało załatwione!

Takie wypadki mieli także i inni moi rodacy, którzy wnosili podania. Mógłbym jeszcze cały szereg wyliczyć takich wypadków, gdzie załatwienie naszych spraw polskich albo wcale nie przyszło, albo przyszło wtedy, kiedy stosunki tak się zmieniły, że sprawa stała się bezprzedmiotowš, oraz takich spraw, gdzie władze administracyjne wcale nie weszły w meritum sprawy i nie zastanowiły się nad sprawami ze stanowiska prawnego.

Wskazuję tu tylko na tych nieszczęsnych naszych kolejarzy polskich, przeniesionych z gmin Šlšska Cieszyńskiego, gdzie majš swoje posiadłoœci i gdzie majš tylko jedynš możnoœć posyłania dzieci swoich do szkół polskich. Prawie każdy z tych kolejarzy odwołał się do ministerstwa kolei żelaznych, ale odwołania ich o drzucono ze wskazówkš na rzekome powody służbowe, bez zastanowienia się wogóle nad meritum sprawy. Gdym interwenjował w tej sprawie, a pan premjer przyrzekł starać się o uwzględnienie žšdania, aby ci kolejarze nanowo wrócili na Šlšsk Cieszyński, oœwiadczył mi jeden z urzędników w Radzie ministrów, że każdy z tych kolejarzy ma na sumieniu czyny karygodne, że sš oskarżeni o różne sprawy niezgodne z ich stosunkiem służbowym, wtedy prosiłem, aby przecież wytoczono przeciw tym zbrodniarzom postępowanie sšdowe, lub przynajmniej postępowanie dyscyplinarne, i zaznaczyłem, że żadnego nie będę bronił, kto się dopuœcił czynu karygodnego. Ale napróżno wszelkie domaganie się postępowania według drogi porzšdku prawnego. Postępowań karnych nie wdrożono, kolejarzy nie wrócono na miejsce, owsz em zastosowano wobec nich jeszcze surowsze zarzšdzenia, bo zarzšd kolei żelaznych zmusza ich, ažeby nie tylko oni sami, ale także i ich rodziny przeniosły się ze Œlšska Cieszyńskiego na miejsce służby mężów i ojców.

Nie mogę tu przytaczać więcej szczegółów, gdyż musiałbym me przemówienie kontynuować do nieskończonoœci, ale sšdzę, że z przytoczonych tu przykładów jest jasnem, że z dochodzeniem naszych spraw w drodze prawnego porzšdku nie zaszliœmy daleko i także w obecnych stosunkach nie zajdziemy, bo u nas władze administracyjne kierujš się wyłšcznie względami politycznemi a zatem zasadami, według których rzšd osšdza nasze sprawy ze stanowiska politycznego.

Tutaj zaœ panuje przedewszystkiem zasada nie wchodzić nigdy w meritum żšdań polskiej mniejszoœci i stwierdzać deklaracjami członków rzšdu, że skargi jej sš nieuzasadnione, że wszystkim mniejszoœciom, zatem także mniejszoœci połskiej w tem państwie powodzi się dobrze. Takš deklarację wygłaszajš publicznie przy każdej sposobnoœci wszyscy członkowie rzšdu w więcej lub mniej dosadny sposób. Takš deklaracjš pieczętuje też pan minister Krofta swojš odpowiedŸ w komisji dla spraw zagranicznych, stwierdzaj ac w odpowiedzi na zarzut, że czeskosłowacki rzad uciska polskš mniejszoœć: "Jest to obwinienie, na które rzšd czeskosłowacki jest wielce czuły, gdyż on jest dumny z tego, że nie tylko pełni swoje obowišzki wobec mniejszoœci jak najsumienniej, lecz idzie nawet ponad swoje obowišzki."

Takie deklaracje drukuje się w całej prasie czeskosłowackiej tłustym drukiem i podaje się je także do usłużnej prasy zagranicznej. Cały naród czeski, cały aparat urzędniczy republiki, ba i także zagranica, o ile nie zna rzeczywistego stanu, wszyscy sš przekonani o tem, że wszelkie skargi mniejszoœci polskiej w Czechosłowacji sš tylko nieuzasadnionem kwerulanctwem.

Moi Panowie, gdy się nad tem zastanawiam, to w mym nierozgarniętym rozumie cišgle powstaje myœl sformułowana w pytanie: czy właœnie taka mentalnoœć członków rzšdu nie jest powodem tego, że państwo nasze żyje w najlepszej przyjaŸni z państwami dalekiemi od naszych granic a do porozumienia z państwami bezpoœrednio z nami sšsiadujšcemi doprowadzić nie może? Nie wiem, czy mam słusznoœć, ale zdaje się mi, że tak. Szowinistyczne czynniki narodu czeskiego bowiem wiedzac, że u góry działalnoœć wynaradawiania jest osłonięta potępieniem skarg na ucisk, tembardziej mniejszoœć ubijajš, coraz większe krzywdy wyrzšdzajš i coraz bardziej drażniš uczucia nie tylko mniejszoœci, lecz i narodu tej mniej szoœci, a aparat urzędniczy majšc takie założenia z góry, nie tylko robocie tej nie przeszkadza, lecz krzywdzšcych zasłania i popiera. Stšd rozgoryczenie w oœciennych narodach, ich państwach a w rezultacie ich niechęć do rzšdu naszego państwa i ni emożliwoœć porozumienia się z naszym państwem. Może się mylę, może dyplomacja naszego państwa myœli na podstawie jakiegoœ innego głębszego rozumowania?

Pan minister Krofta, który bierze każdš rzecz formalnie, mniema, że ma słusznoœć zastrzegajšc się, że rzšd nie prowadzi ucisku polskiej mniejszoœci, gdyż krzywdy, jakie się tej mniejszoœci dziejš, nie pochodzš bezpoœrednio od rzšdu, lecz zadajš je urzędy lokalne i czynniki nieoficjalne.

Największem n. p. pokrzywdzeniem i poszkodzeniem mniejszoœci polskiej jest sprawa pozbawienia polskiej ludnoœci robotniczej możnoœci zarobku we własnym kraju. Tego bezpoœrednio nie robi ani rzšd, ani urzędy mu podwładne. Robiš to zarzšdy przedsiębiorstw kopalnianych i hutniczych a przedewszystkiem zarzšdy hut w Trzyńcu i kopalń w zagłębiu karwińskiem Towarzystwa Górniczo-Hutniczego zależne od rzšdu. Zarzšdy te złożone z czeskich urzędników i inżynierów robiš to w porozumieniu z działaczami różnych czeskich organizacyj, jak przedewszystkiem "Matice osvěty lidové", "Sokola" i innych sportowych organizacyj w porozumieniu z kierownikami czeskich szkół i sekretarzami czeskich organizacyj politycznych. Robiš to w sposób niesłychanie rafinowany. Naprzód pod pozorem nadmiaru robotników w hutach trzynieckich lub w kopalniach wydalajš setki polskich robotników. Nie upłynie ledwie kilka tygodni, zarzšdzajš nowe przyjęcia do pracy; jakimœ cudem chyba wiedzš już naprzód o tem czescy działacze i kierownicy czeskich szkół, których w naszym kraju dla masowego wynaradawiania pozakładano w každej gminie nieraz po kilka, za ich poleceniami, za legitymacjami ich organizacyj przyjmuje się potem nowych hutników i robotników. W takiem współdziałaniu już polski robotnik, polska młodzież do pracy przyjęci nie zostanš.

Pzyjmuje się tylko Czechów z innych okolic, lub tych, którzy ulegli wynarodowieniu. Mame dowody na to, że przyjęto napowrót do pracy hutników i górników wydalonych jako Polaków, ale dopiero wtedy, gdy oni przestšpili do organizacyj czeskich, lub gdy swe dzieci posłali do czeskich szkół. Mamy dowody na to, że kierownicy czeskich szkół w gminach około Trzyńca chwalili się tem, że ten zostanie przyjęty do pracy w hutach, kogo oni polecš. W ten sposób prowadzi się wynarodowienie w naszych okolicach, ludzie słabsi pod względem moralnym ulegajš wynarodowieniu, a ci, co wierni zostać chcš swojej narodowoœci, ludzie pod względem moralnym najlepsi, cała polska młodzież we własnym kraju, gdzie przemysł rozwija się w całej pełni, skazani sš na nędzę materjalnš i moralnš wskutek bezrobocia.

Tutaj nie wkroczš urzędy, tutaj nie zwróci się uwagi na działalnoœć sprzecznš z zasadami konstytucji, że każde przymusowe wynarodowienie jest zakazane. Zwracaliœmy się do urzędów administracyjnych z przedstawieniem tej sprawy i z proœbš o wpływ na zarzšdy hut w interesie tubylczej ludnoœci i o ograniczenie działalnoœci w tym względzie czeskich organizacyj i czeskiego nauczycielstwa, wszystko napróżno, bo członkowie rzšdu republiki, bo pan minister spraw zagranicznych oœwiadczajš, że mniejszoœci polskiej nie dzieje się żadna krzywda. Dlatego też twierdzenie, jakoby rzšd nie przykładał ręki do wynarodowienia mniejszoœci polskiej, jest merytorycznie i faktycznie niezgodnem z rzeczywistoœciš.

To jest stanowisko mniejszoœci polskiej i jeżeli pan minister spraw zagranicznych oœwiadcza, że sprawy mniejszoœci polskiej powinne być załatwione wewnętrznie w państwie i takiemu załatwieniu należy dać pierwszeństwo przed naciskiem ze zagranicy, to z powyższych moich wywodów chyba jasnem jest, że my Polacy w republice zawsze na tem stanowisku stali. Tu w tym parlamencie powtarzałem to nieraz i zaznaczałem zawsze, że nie może być inaczej, że kres wynaradawiania polskiej mniejszoœci położyć muszš urzędy i władze czeskosłowackie i że uczynić to majš nie na podstawie oczernień tej mniejszoœci ze strony czeskich miejscowych czynników, lecz na podstawie przesłuchania członków i zastępców mniejszoœci polskiej w objektywnem przychylnem także dla Polaków postępowaniu.

Przy tem także wskazywałem na potrzebę porozumienia obu narodów i państw i przestrzegałem, że naród polski w razie potrzeby nie uœciœnie prawicy narodu czeskiego i jego państwa na cmentarzysku częœci swego narodu. Dziœ, gdy wynarodowienie na Œlšsku Cieszyńskim jest już tak bardzo widocznem, dopiero się mówi o kwestji położenia naszej mniejszoœci. Jest to już bardzo póŸno, ale mni emam, že jeszcze nie wszystko stracone, byle rzeczywiœcie w naszym rzšdzie była dobra wola.

Tš dobra wolę okazał przedemnš premjer tego rzšdu w słowach i przyrzeczeniach, niestety dzięki składowi tego rzšdu i różnoœci zapatrywań w łonie koalicji na politykę mniejszoœciowš i zagranicznš dotychczas ulgi nie odczuwamy. Owszem spotykami się na różnych polach z nowemi szykanami. Według mego zdania głównš przyczynš jest tu wzgłšd na różne czeskie czynniki miejscowe, na działaczy czeskich na Œlšsku Cieszyńskim, którzy majš osobisty interes w tem, aby między Czechami i Polakami nie doszło do porozumienia. Tutaj musi dojœć do œmiałego cięcia operacyjnego. Sšdzę, że lepiej poœwięcić kilkadziesišt lub nawet kilkaset, szkodzšcych państwu szowinistycznych krzykaczy, niż doprowadzić do dalszego rozdwojenia, do zupełnego zdemoralizowania dobrych czeskosłowackich obywateli narodowoœci polskiej a tem samem do wykopania wiecznej przepaœci między oboma narodami.

Nie potrzebuję tu ukrywać, że sobie zdaję sprawę z krytycznego położenia naszej republiki w polityce międzynarodowej z jej odosobnienia i z niebezpieczeństw, które grożš jej egzystencji. Jasnem jest też dla mnie, że ZSRR., z którym mamy sojusz, nas nie wybawi z tego niebezpieczeństwa, owszem, że zwišzek ten kontynuowany dalej, może tylko pogršżyć republikę w dalszych niebezpieczeństwach, z których nie będzie wyjœcia, i dlatego zdaje się mi, że jedynem możliwem wyjœciem z tej sytuacji jest porozumienie i jak najœciœlejszy sojusz, może sojusz militarny z Polskš, która dziœ i u największych mocarstw uważana jest jako mocarstwo i jako najpoważniejszy czynnik równowagi i pokoju europejskiego. Przypuszczam, że to byłoby także w interesie polskiego narodu i państwa. Ale tu pan minister Beck oœwiadczył, i tego zdania jest cały polski naród, że warunkiem rozmów o zbliżeniu jest załatwienie sprawy mniejszoœci polskiej.

My do tego załatwienia się przyczynić chcemy. W memorjale do rzšdu objęliœmy całokształt położenia mniejszoœci polskiej i podajemy tam postulaty, od których spełnienia spodziewamy się możliwoœci dalszej egzystencji i rozwoju narodowego w tem państwie, a tem samem sprawiedliwego załatwienia kwestji naszej mniejszoœci. Od dobrej woli rzšdu będš zależały wyniki.

Aby zaœ ktoœ w przyszłoœci nie zarzucił nam, żeœmy takich żšdań nie stawiali, wnoszę ten memorjał jako zapytanie do rzšdu Republiki Czeskosłowackiej w myœl § 67 regulaminów czynnoœci tej Izby poœrednictwem kancelarji sejmowej. (Řečník odevzdává sněm. tajemníku dr Říhovi memorandum.)

3. Řeč posl. dr Porubszkého (viz str. 50 těsnopisecké zprávy):

Tisztelt képvisełőház. A jövő évi költségvetés publikálása az adózó polgárok körében méltán fog elkeseredést szülni. A költségvetés nem számol a rossz termésü gazdasági évvel és a jövő évre adókból 325 milliós bevételtöbbletet remél. Az adóhátrálék még mindig 4˙5 milliárd korona körül van. Az állami kiadások előírányzott összege a rendkívüliekkel 11 és 12 milliárd között mozog, nem is számítva az önkormányzatok pótadóit.

Elkésett volt Remeš főelőadó figyelmeztetése, hogy "nem lehet a végtelenségig adósságot csinálni". A csehszlovák állam nem bír a luxusállam álomképéből kiemelkedni és ráhelyezkedni a régi paraszti igazságra, hogy addig nyujtózkodjék az ember, ameddig a takarója ér. 1927 évtől máig az államadósság 27.8 milliárdról 46.8 milliárdra emelkedett. Évi átlag 2 milliárd. Ezenkívül állami garancia 11.3 miliárd. Ez a teljesítmény legalább az adósságcsinálás terén olympiai rekordot jelent. A katholikus tan szerint minden ember a peccatum originalé-ban, az áteredő bűnben születik. Ezt a lelki megterheltséget a köztársaságban kiegészíti egy másik megterhelés: minden ujszülött 3.120 koronás államadóssági "fejadag"-gal jön a világra. Ehhez járul a közadókból az évi fejadag, amely hozzávetőlegesen fejenként 450 koronát tesz ki.

Hodža miniszterelnök úrnak az a kijelentése, hogy a 46.8 milliárdból 36.6 milliárd korona belföldi adósság, nagyon gyenge vigasztalás. Azt jelenti talán, hogy ennek a visszafizetése nem sürgős, vagy nem okvetlenül kötelesség? Nem a nagybankok és a kartellek tartalékalapjait sajnálom, de ne feledjük, hogy előbb a munkakölcsönbe, most pedig az államvédelmikölcsönbe gyengébb nyomásra, az önkormányzati testületek vagyonuk tekintélyes részét bejegyezték. Állami kölcsönt jegyeztek ex offó az állami és államilag segélyezett tisztviselők, hivatalnokok, le egészen a parlamenti teremőrig, akik közül nagyon sok nem él olyan anyagi viszonyok között, hogy valamikor kölcsönjegyzését nemzeti ajándéknak cedálja az államnak.

Egy nemzetiségi államra szigorított formában érvényes az az elv, hogy az állam léte a polgárság anyagi és erkölcsi boldogításától függ. A költségvetés tehertételei az anyagi boldogulást a legkevésbbé sem biztosítják. Az erkölcsi boldogulást pedig kisebbségi sérelmeink orvoslásában, 18 év óta hiába várjuk.

Sérelmeink közül a jelen alkalommal egyet akarok kiemelni, azt, ameły Szlovenszkón és Kárpátalján a katholikusokat és a többi vallásfelekezeteket nyilvános középiskoláik elvétele által érte.

A köztársaság 10 éves fennállásának évfordulóján a szlovenszkói püspöki kar dr. Prečan olmüci érsek elnöklete alatt emlékiratban kérte a csehszlovák kormánytól a szlovenszkói és ruszinszkói katholikus gimnáziumoknak, számszerint 21-nek a visszaadását, melyeket a csehszlovák kormány az álłamfordulat után részben megszüntetett, részben kisajátított. A szerzetes tanárokat szélnek eresztették, a komáromi bencéseket kivéve és helyükbe a történelmi országokból nem egyszer, kétes képesítésü és gyanus világnézetü tanerőket importáltak. Az államfordulat után például a lévai piaristák magyar gimnáziuma egy csehet kapott igazgatónak, aki nem értvén a magyar nyelvet, növendékei elött ebbeli fogyatékosságát bábszínházi produkciókkal pótolta.

A szlovenszkói püspöki kar történelmi tárgyilagossággal állapítja meg, hogy a katholikusoknak jogai középiskoláikhoz a multban, alapításuktól kezdve, mindenkor elismerésben részesültek. Katholikus vagyonból alakitották a következő középiskolákat: 1671-ben Selmeczbánya, 1687 Besztercebánya, 1628 Pozsony, 1625 Komárom, 1650 Kassa, 1815 Léva, 1673 Lőcse, 1702-1705 Nyitra, 1841 Érsekujvár, 1673 Eperjes, 1642 Podolin, 1666 Privigye, 1659 Rozsnyó, 1726 Rózsahegy, 1740 Kisszeben, 1648 Szakolcza, 1648 Pozsony-Szentgyörgy, 1656, 1659, 1660 és 1694 Trencsén, 1558 és 1852 Nagyszombat, 1868 Trsztena és 1640 Ungvár. Ezen középiskolákból csak Komáromban marad meg egy középiskola magyar tannyelvvel, de fölötte is állandóan ott lóg a Damokles kardja.

A magyar államot sokszor éri az a vád, hogy a szlovák vidéken magyarosított, de nem szabad elfelejtenünk, hogy a magyar állam sohasem tette rá kezét a katholikus középiskolákra, hogy azokat államivá tegye és szabadkőmüves, vagy nemkatholikus tanárokkal dekatholizálja. Ellenkezőleg, mindig respektálta az 1848. évi XX. törvénycikk 3. §-át, addigis, amíg 1883. évben a középiskołai törvény életbe lépett, hogy "az állam által elismert hitvallások iskolai szükségletét állami közpénzekből kell fedezni".

Leszögezem itt a csehszlovák püspöki karnak az említött körlevélben tett hasonló nyilatkozatát: "A kultúrtörténelem elvitathatatlan tényekkel igazolja, hogyha szükmarku is volt a letünt magyar korszak ezen nyílvános, katholikus középiskolákkal szemben, de egyszer sem kisérelte meg katholikus polgárainak megrövidítését e történelmi jogaiban." Ez csak a forradalom után történhetett meg Szlovenszkó katholikus közönségével szemben, ezen tanintézetek magyar tanári testülete miatt keletkezett határtalan, de egyben indokolatlan bizalmatlanság következtében.

A katholikus püspöki kar akciójának csak annyi eredménye lesz, hogy telekkönyvi helyreigazításokat eszközöltek és az épületeknek katholikus tulajdonjoga biztosítva van. Tehát papiron visszakaptunk 21 gimnáziumot, de más tekintetben minden maradt úgy, ahogy az államfordulat beállította. Sőt a magyarságra nézve még rosszabbul, mert a régi 21 gimnáziumból több helyen a magyarlakta vidéken a gimnáziumok nemcsak felekezeti, de magyar jellegüket is elvesztették. Igy Léván, Rozsnyón és Ungvárott, máshol pedig, mint Kassán, az államivá tett magyar katholikus gimnázium épülete teljesen elhanyagolt állapotban van.

A volt kilenc királyi katholikus gimnáziumot telekkönyvileg is 1922-ben, a tanügyi közigazgatás rendelkezésére, mint konfiskált "császári és királyi vagyont" tévesen a csehszlovák állam nevére vezették át, nyilvánvalóan az itteni katholikus iskolák jogtörténetének mellőzéséveł. Sem itt, sem a volt többi szerzetes gimnáziumoknál nincs beleszólási joga a törvényes iskolafenntartóknak, tehát az érdekelt egyházmegyei főhatóságoknak, illetve az érdekelt szerzetes rendeknek a tanári kinevezés és a katholikus nevelés intézményes biztosítására. Igaz, hogy nálunk a tanitó-szerzetesrendeket nem üzték ki, de működésüket keztyüs kézzel, a demokrácia köpenye alatt, lehetetlenné tették és a 77.7 százalékban katholikus lakosság ősi jogait egyszerüen nullifikálták. Szomoru tény, hogy a demokratikus köztársaság a katholikus középiskoláknál elsülyeszti azokat a jogokat, amelyeket a csehszlovák püspöki kar állítása szerint is, a katholikusok javára még a legabszolutisztikusabb császári kormányok is elismertek és biztosítottak.

Ha büntetnek itt minket, még mindig a régi magyar törvények paragrafusait alkalmazzák ránk. A nyugdijasok külföldi tartózkodását még mindig a Mária Terézia idejéből való császári pátensek alapján itélik meg, de ha vallási, vagy nemzetiségi szempontból javunkra szolgáló intézkedéseket kellene foganatosítani, akkor a "törvényes fejlődés" ürügye alatt még azt is kell, hogy elveszítsük, amihez a régi magyar rezsim juttatott.

A magyar katholikus népnevelés terén ott állunk, hogy még ezideig sem rendelkezünk egyetlen magyar katholikus férfi-tanítóképzővel sem.

Az államfordulat nem kimélte meg a protestáns középiskolák autonómiáját sem. Az államosítást és egyuttal az egyházi jellegü autonómia megszüntetését megkönnyítette az a körülmény, hogy egyes protestáns egyházi főhatóságok a felekezeti öntudatot alárendelték az állameszmének annak dacára, hogy egyes egyházköz ségek még az államsegélyek megvonása után is hosszú ideig heroikus erővel folytatták iskoláik felekezeti jellegéért a harcot. Igy volt ez Rimaszombaton.

A régi nyolc protestáns középiskolából, mint a pozsonyi, selmecbányai, besztercebányai, rozsnyói, késmárki, iglói, eperjesi és rimaszombatiból, névleg evangélikus jellegünek megmaradtak az eperjesi és késmárki intézetek. A tanárokat azonban az állam nevezi ki és az iskola felekezeti jellegét a kinevezéseknél nem respektálja. Az iskola önkormányzati testületének sem a tantervre, sem a tanárok működésére befolyása nincs. A tanítóképzőket megszüntették. Ugyancsak megszünt az eperjesi theologia és a jogakadémia is.

A polgárok szerzett jogainak el nem ismerésével szenved mindenkor a törvénytisztelet, a jogtisztelet és a jogi bizonytalanságnak tág tere nyilik. Nem tudom,számithatunk-e a felsorolt egyházi sérelmek orvoslására? Vagy ez is nemzetiségi sérelmeink mellett a demokratikus kormányzat sablonos teherlapja marad csupán.

A túlméretezett költségvetést nem fogadom el. (Potlesk.)


Souvisejici odkazy



Přihlásit/registrovat se do ISP